Poezja
Poetry


analiza literacka (literary analysis)

"Porównajmy mitologie"
 "Let Us Compare Mythologies" Contact Press, Toronto 1956

                                                             1956

    1966     

2006

      
                                               

Modlitwa za Mesjasza (Prayer for Messiah)
Miejski Chrystus (City Christ)
Kochankowie (Lovers)
List  (Letter)
Piosenka  (Song)
Modlitwa o zachód słońca (Prayer for Sunset)
Wiersz (Poem)
Mucha (The Fly)
Ostrzeżenie (Warning)
Opowieść  (Story)
Kiedy ta amerykańska kobieta  (When This American Woman)
Te heroiczne strofy (These Heroics)

 

 

"Urna z ziemią"
"The Spice - Box Of Earth"  McClelland & Stewart, Toronto 1961

   

Latawiec jest ofiarą (A Kite Is a Victim)
Prezent  (Gift)
Kwiaty, które zostawiłem w ziemi (The Flowers that I Left in the Ground)
Są ludzie  (There Are Some Men)
Zastanawiam się, ilu ludzi w tym mieście  (I Wonder How Many People In This City)
Masz kochanków...  (You Have the Lovers)
Posiadając wszystko  (Owning Everything)
Piosenka na uspokojenie (Song to Make Me Still)
Obrzęd  (Celebration)
Nie zostawiaj śladów tak jak mgła (As the Mist Leaves No Scar)
Pod moimi dłońmi (Beneath my Hands)
Chcę objąć jakąś panią (I Long to Hold Some Lady)
Piosenka (Song)
Dla Anny (For Anne)
Ostatni taniec "Pod czterema miedziakami"  (Last Dance at the Four Penny)
Nauczycielowi (To a Teacher)
Nie marnowałem czasu w klasztorach Europy (I Have Not Lingered in European Monasteries)
Credo (Credo)
Pieśń rogacza (The Cuckold's Song)
Piosenka poranna (Morning Song)
Moja pani może spać (My Lady Can Sleep)
Podróż (Travel)
Mam dwa kawałki mydła (I Have Two Bars of Soap)
Piosenka dla Abrahama Kleina (Song for Abraham Klein)
Letnie haiku dla Franka i Marian Scott   (Summer Haiku for Frank and Marian Scott)
Izajasz (Isaiah)
Geniusz 
(The Genius)

 

 

"Kwiaty dla Hitlera"
"Flowers For Hitler" McClelland & Stewart, Toronto 1964

        

Co ja tu robię (What I'm Doing Here)
Stan szuflady 28 listopada 1961 (The Drawer's Condition on November 28, 1961)
Garnitur (The Suit)
Nic, co mogę stracić (Nothing I Can Lose)
Niepowodzenie świeckiego życia (The Failure of a Secular Life)
Hydra 1960
Klejnot rodzinny
(Heirloom)
Miałem to przez chwilę (I Had If for a Moment)
Przeznaczenie (Desting)
Królowa Wiktoria i Ja (Queen Victoria and Me)
Chciałem być lekarzem (I Wanted to Be a Doctor)
Słysząc dawno nie wypowiedziane imię (On Hearing a Name Long Unspoken)
Wreszcie zadzwoniłem... (Finally I Called)
Styl (Style)
To nas używa! (It Uses Us!)
Niewidzialny kłopot (The Invisible Trouble)
Obietnica (Promise)
Niebo (Sky)
Droga Powrotna (The Way Back)
Wszystko, co należy wiedzieć o Adolfie Eichmannie (All There Is to Know About Adolph Eichmann)
Dla E.J.P (For E.J.P)
Autobus (The Bus)
Reszta to śmiecie
(The Rest Is Dross)
Opium i Hitler (Opium and Hitler)
Koła, ogniste chmury (Whellls, Fireclouds)
Listy (The Lists)
Opływała nas muzyka (The Music Crept by Us)
Pozory (Disguises)
Wielki świat. (The Big World)
Wiśniowe sady (Cherry Orchards)
Tramwaje (Streetcars)
Hitler
Trawnik przed domem
(Front Lawn)

 

 

"Pasożyty nieba"
"Parasites of Heaven" McClelland & Stewart, Toronto 1966

Zmory (The Nightmares Do Not Suddenly)
Nie upadł na mnie krzyż (A Cross Didn't Fall on Me)
Pewnej nocy spaliłem (One Night I Burned The House I Loved)
Śnieg pada (Snow Is Falling)
Widzę cię na greckim materacu (I See You on a Greek Mattress)
Dwoje poszło spać (To Went To Sleep)
Był piękny, gdy tak siedział w samotniości (He Was Beautiful When He Sat Alone)
Jestem kapłanem Boga (I Am a Priest of God)
Odciski palców (Fingerprints)
Tego ranka odziewał mnie wiatr (This Morning I Was Dressed by The Wind)

 

 

"Wiersze wybrane 1956 - 1968"
"Selected Poems 1956 - 1968" McClelland & Steward, Toronto 1968

     

 

To dla ciebie (This Is for You)
Nie musisz mnie kochać (Yoy Do Not Have to Love Me)
To tylko miasto, kochanie  (It's Just a City, Darling)
Edmonton, stan Alberta, grudzień 1966, czwarta nad ranem (Edmonton, Alberta, December 1966, 4 a.m.)
Spotkałem cię (I Met You)
Mieszkasz jak bóg (You Live Like a God)
Powód dla którego piszę (The Reason I Write)
Osoba która je mięso  (A Person Who Eats Meat)
Dobrze jest zasiadać z ludźmi (It's Good to Sit with People)
Marita (Marita)

 

 

"Siła niewolników"
"The Energy Of Slaves" McClelland & Steward, Toronto 1972

                  

  

Witaj w tym wierszu (Welcome to These Lines)
Jedyny wiersz (This Is The Only Poem)
Chciałbym przeczytać (I'd Like to Read)
Portret dziewczyny (Portrait of a Girl)
Nie ma zdrajców (There Are No Traitors Among Women)
Maroko (Maroco)
Rozdarłeś odzież (You Tore Your Shirt)
Spotyka mnie kara (I Am Punished When I Do Not Work on This Poem)
Niewidzialny wieczorem (I Am Invisible Tonight)
Przeczuwałem zarys twoich piersi (I Perceived The Outline of Your breasts)
Staram się być w kontakcie (I Try to Keep in Touch Wherever I Am)
Twoje oczy (Your Eyes Are Very Strong)
Umieram (I Am Dying)
1967 (1967)
Odszedłem od kobiety (I Left a Woman Waiting)
Pewnego dnia (One of Tkese Days)
*** Piętnastoletnie... (The 15 - year - old Girls)
Mordercy (The Killers That Run The Other Countries)
Na opuszczenie Francji  (On Leaving France)
Miłość to ogień  (Love Is a Fire)
 
*** Forma poezji... (The Form of Poetry)
Pieśń dla mojego zabójcy (Song for My Assissin)
To mój głos (This Is My Voice)
Wiersze już nas nie kochają... (The Poems Don't Love Us Anymore)
Każdy system (Any System You Contrive Without Us)
Zostań (Stay)
Ucieczka (The Escape)
Wstrętny dla samego siebie (Ugly in My Own Eyes)
Zagrożenie (Threat)
Noc która ma nadejść (Dipped Myself in a Future Night)
Mój pokój (Come Down to My Room)
Ciemno o czwartej (It Gets Dark at Four O'clock Now)
Wysoko nad ziemią (Far From The Soil)
Droga do Larissy (The Road to Larissa)
Najczystsza z okazji (Purest of Occasions)
Poszłaś do pracy (You Went to Work)
Moja chciwość (My Greed)
To jest wojna (This Is War)
Era wodnika (Aquarian Age)
Etykieta (Etiquette)
Zasłona (A Veil)
Niewłaściwy człowiek (The Wrong Man)
Jedno (One)

 

 

"Śmierć bawidamka"
"Death Of A Lady's Man" McClelland & Stewart, Toronto 1978

        

Uklęknąłem przy strumieniu (I Knelt Beside a Stream)
Kawiarnia (The Cafe)
Kawiarnia - Komentarz (Commentary - The Cafe)
Przemiana (The Change)
Przemiana - Komentarz (Commentary - The Change)
Śmierć tej książce (Death to This Book)
Śmierć tej książce - Komentarz (Commentary - Death to This Book)
Inny pokój (Another Room)
Inny pokój - Komentarz (Commentary - Another Room)
Śmierć bawidamka (Death of a Lady's Man)
Moja żona i ja  (My Wife And I)
Moja żona i ja - Komentarz (Commentary - My Wife And I)
Wiadomość, której naprawdę nie znosisz (The News You Really Hate)
Wiadomość, której naprawdę nie znosisz - Komentarz (Commentary - The News You Really Hate)
Postanowiłem (I Decided)
Robak (The Beetle)
Robak - Komentarz (Commentary - The Beetle)
Ołtarz (The Altar)
Ołtarz - Komentarz (Commentary - The Altar)
To małżeństwo (This Marriage)
To małżeństwo - Komentarz (Commentary - This Marriage)
To małżeństwo - Komentarz II (Commentary II - This Marriage)
Zawodowiec (1973) (The Pro /1973/)
Zawodowiec (z Notatników z Nashville, 1969) (The Pro /from the Nashville Notebooks of 1969/)
Jak mówić poezję
 (How to Speak Poetry)
Jak mówić poezję - Komentarz
(
Commentary - How to Speak Poetry)
Moje życie w sztuce (My Life In Art)
Fotografia (The Photograph)
Chyba jest wiosna
(It's Probably Spring)
Chyba jest wiosna - Komentarz (Commentary - It's Probably Spring)
Inna rodzina
(Another Family)
Astmatyk
(The Asthmatic)
Astmatyk - Komentarz (Commentary - The Asthmatic)
Decyzja kobiety
(A Woman's Decision)
Wyprawiam pogrzeb mojej dziewczynie
(I Bury My Girlfriend)
Inne bębny
(A Different Drum)
Człowiek pracy
(A Working Man)
Człowiek pracy - Komentarz (Commentary - A Working Man)
Nieczysty początek
(The Unclean Start)
Angelica
(Angelica)
Następny
(The Next One)
Cudowna kobieta
(A Marvellous Woman)
Zdarzenie
(The Event)
Nie masz kształtu
(You Have No Form)
Sen
(The Dream)
Podoba mi się, jak się przeciw mnie buntujesz
(I Like the Way You Opossed Me)
Przy moim synu
(Beside My Son)
Przy moim synu - Komentarz (Commentary - Beside My Son)
Dała mi kulę
(She Has Given Me the Bullet)
Dała mi kulę - Komentarz
(Commentary - She Has Given Me the Bullet)
Dobry bój
(The Good Fight)
Gołębica
(The Dove)
Róża
(The Rose)
Bez powrotu
(Not Going Back)
Montreal
Francuski i angielski
(French and English)
O zdemaskowana żono
(O Wife Ummasked)
Okno
(The Window)
Twoja śmierć
(Your Death)
Modlitwy
(Petitions)
Bunt
The Rebellion)
Cena tej książki
The Price of This Book)
Roshi
(Roshi)
Ten łajdak
(This Wretch)
Śpiesz się na obiad
(Hurry to Your Dinner)
Śpiesz się na obiad - Komentarz (Commentary - Hurry to Your Dinner)
Z wolna ją poślubiłem
(Slowly I Married Her)
Przekaz
(The Transmission)
Koniec mojego życia w sztuce
(End of My Life in Art)
Roshi raz jeszcze
(Roshi Again)
Polityka tej książki
(The Politics of This Book)
Miało cię tu nie być
(You are Not Supposed to Be Here)
Ostatnie badanie
(Final Examination)
Ostatnie badanie - Komentarz (Commentary - Final Examination)

 

 

"Księga Miłosierdzia"
"Book Of Mercy" McClelland & Stewart, Toronto 1984

     

1

   "Przestałem nasłuchiwać, ale nie nadszedł. Zacząłem na powrót z poczuciem straty. W miarę jak poczucie to pogłębiało się, usłyszałem go ponownie. Przestałem przestawać, przestałem zaczynać i pozwoliłem się zgnieść nieświadomości. To już była strategia i zupełnie się nie sprawdziła. Wiele czasu, lata cale zostały zmarnowane w tak nie godny sposób. Teraz się targuję. Za jego miłość oferuję przypinane znaczki. Błagam o miłosierdzie. Z wolna ustępuje. Utykając rusza w stronę tronu. Aniołowie niechętnie udzielają sobie nawzajem przyzwolenia na śpiew. W przemianie tak subtelnej, że nie może zostać dostrzeżona, na promieniach złotej symetrii powstaje dwór i raz jeszcze zostaję śpiewakiem w niższych chórach, urodzonym pięćdziesiąt lat temu, by wznosić swój głos tak wysoko jak teraz i ani trochę wyżej. (...)

2

Gdy opuściłem już króla, zacząłem powtarzać to, co przekazać miałem światu - długie próby pełne zmian i poprawek, wyimaginowanych oklasków, upokorzeń, edyktów zemsty. Aż opuchłem spiskując z mą ambicją, walczyłem, rozrastałem się, a gdy czas nadszedł, wydałem na świat małpę. Po kilku niewielkich i nieuniknionych nieporozumieniach małpa mnie zaatakowała. Skrajnie wyczerpany i kuśtykający uciekałem z powrotem na wymiecione dziedzińce królewskiego domu. - Gdzie jest twoja małpa? - chciał wiedzieć król. Przyprowadź tu twą małpę. - Praca jest mozolna. Małpa jest stara. Stroi miny za kratami i naśladuje nasze ręce pogrążone w sennych marzeniach. Przymyka oko na moje oficjalne poczucie nagłego obowiązku. Co to za król, pragnie wiedzieć. Jaki dziedziniec? Jaka droga?

3

   Usłyszałem moją duszę, śpiewającą zza liścia, zerwałem liść i usłyszałem jak śpiewa zza welonu. Rozdarłem welon i usłyszałem jak śpiewa za murem. Zburzyłem mur i usłyszałem moją duszę śpiewającą przeciwko mnie. Odbudowałem mur, naprawiłem zasłonę, ale nie mogłem ponownie osadzić liścia.Trzymałem go w dłoni i usłyszałem moją duszę śpiewającą gromko przeciwko mnie. Tak to jest, kiedy się studiuje bez przyjaciela (...)

4

Długo wertowałem słowa i nie znajdując ukojenia przybyłem do ciebie prosząc, byś uradował me serce. Moja modlitwa rozpadła się i obróciła przeciwko sobie samej, poczułem wstyd, że raz jeszcze dałem się oszukać i w goryczy, w samym środku krzykliwej porażki, wyruszyłem w drogę, aby uradować moje serce. Tu właśnie odnalazłem mą wolę - kruchą, wygłodzoną, pośród paproci, kobiet i węży. Rzekłem mej woli: - Podejdź, przygotujmy się do dotknięcia anioła pieśni - i nagle znalazłem się ponownie w samym środku nocy w łożu porażki, błagając o litość i wertując słowa. Mając za tarcze gorycz i nadzieję powstałem ostrożnie i wyszedłem z domu, aby uwolnić ją, anioła pieśni, z miejsca, gdzie trwała przykuta do swej nagości. Osłoniłem jej nagość mą wolą i staliśmy razem wśród królestwa, które świeci w twą stronę, gdzie Adam jest dziwnie wolny, i wertowałem słowa w poszukiwaniu tych, które nie odwiodą mej woli od ciebie.

5

- Pozwól mi odpocząć.! - krzyczał przerażony u szczytu sterty swych dni.
- Pozwól mi odpoczywać w dniu odpoczynku - błagał ze swego tronu bezczynności. - Król, którego dzierżę w mych ramionach, staje się ciężki, już nie mogę utrzymać Faraona. - Uwiązał swe jarzmo w ciemności tak, że nie mógł już oddychać i - pełen wściekłości - otworzył księgę, aby oddać powinność prawu. Anioł, który nie posiadał szczególnej władzy, rzekł: - Opieczętowałeś wszystkie bramy z wyjątkiem tej właśnie i dlatego niewiele jest światła, tak jak niewiele jest twej odwagi. - Jego wstyd wspiął się na siebie samego, aby odnaleźć wysokość, z której mógłby spaść. Potem głos stał się już łagodniejszy: - Nie ufam człowiekowi, tak jak nie daję wiary aniołom. Natychmiast Tora zaczęła mu śpiewać i dotknęła jego włosów i - przez chwilę - na kształt ofiary mającej służyć jego najdawniejszej pamięci znalazła się na jego skroniach nieważka korona, korona, która usuwa wszelką wagę: miał ją na skroniach aż do chwili, w której serce jego mogło stwierdzić: Jakże cenną rzeczą jest dziedzictwo! - Ta korona, to korona, która wyłania się z liter, korona niczym rosa, która poi trawę kroplami wypływającymi z ciemności, pocałunek matki, gdy rozpoczyna się wojna, dłoń ojca, która sprawia, że lśni czoło, korona, która nie czyni żadnego człowieka królem pośród jego towarzyszy. - Poprowadź mnie w głąb twego Szabasu, pozwól mi zasiąść u stóp możnych, których ukoronowałeś na wieczność i pozwól mi nauczyć się jak zażywają odpoczynku.

6

Usiądź, mistrzu, na tym nieociosanym krześle chwały i rządź mym poszarpanym sercem swymi wspaniałymi dekretami wolności. Wydobyłeś mnie z czasu, abym mógł wypełniać swe powszednie obowiązki. Z mgły i kurzu ukształtowałeś mnie tak, abym mógł poznać niezliczone światy, które istnieją pomiędzy koroną a królestwem. Przyszedłem do ciebie całkowicie unicestwiony, a ty przyjąłeś mnie ze słodyczą, o której nie śmiałem pamiętać. Dzisiaj przybywam do ciebie ponownie, splamiony mymi knowaniami i schwytany w samotną pułapkę mizernej mej posiadłości. Ustanów swoje prawo w tym otoczonym murami miejscu. Niechaj dziewięciu mężczyzn uniesie mnie w swych modlitwach, abym mógł szeptać wraz z nimi: Niech będzie pochwalone imię chwały królestwa na wieki wieków.

7

Przepychałem moje ciało z jednego miasta do drugiego, z jednego szczytu dachu na drugi, aby ujrzeć kąpiącą się kobietę. Usłyszałem swoje pomruki. Zobaczyłem, jak lśnią moje palce. Potem wokół mnie zamknęło się wygnanie. Wkrótce rozpoczęło się to, co stanowiło karę; niewielkie, bezcelowe cierpienie tkwiące nie w sercu, lecz w gardle, potem usunięcie ciała, ptaki śpiewające nad skarbcem śmieci; potem powszechna utrata pamięci, duch kąpiący się i wypróżniający. Potem byłem sądzony przez twarz tego, którego oszukałem. Potem - strach przed sprawiedliwością. Potem - po raz dziesięciotysięczny - rzeczywistość grzechu. Potem - jaśniejące Prawo, potem - pamięć o tym, czym ono było, zbyt odległe, zbyt czyste, by można Je było uchwycić. Potem zatęskniłem do mojej tęsknoty do ciebie, aby poznać ból rozłąki. Jak długo mam trwać pozbawiony duszy? Jak długo znosić bunt tej odmowy? O, panie mojego oddechu, stwórz człowieka dookoła tych nozdrzy i poprowadź me serce ku powadze twego imienia. Ukształtuj mnie raz jeszcze słowem i otwórz mi usta twą pochwałą. Nie istnieje życie, jeśli nie jest ono potwierdzeniem ciebie, nie ma świata, po którym można kroczyć, oprócz tego, który ty tworzysz. Wybacz mi te godziny i tę północ. Daj tej myśli nauczyciela, a temu duchowi - kamień. I nie pozwól demonom chwalić się twym miłosierdziem.

8

Upada w oczach ludzi, w swoich oczach również. Spada z wysokości i potyka się o własne dokonania. Upada dla ciebie, upada, aby móc ciebie poznać. Jakież to smutne, powiadają. Spójrzcie na jego hańbę, mówią ci, co depczą mu po piętach. Ale on upada promieniejąc - w kierunku jasności, dla której upada. Nie widzą, kto go podnosi z upadku, ani jak ten upadek się zmienia, a on sam jest tak oszołomiony, że aż mu serce krzyczy, aby błogosławić tego, kto podtrzymuje go w upadku. I w swym upadaniu słyszy jak krzyczy mu serce, jak wyjawia mu powód upadku, wyjaśnia, dlaczego musiał upaść, a on poddaje się swemu upadkowi. Niech będzie błogosławiony uścisk upadających. Wpada w niebo, wpada w światło, nikt już go nie zrani w tym upadaniu. Błogosławiona bądź, tarczo upadających. Otoczony upadkiem, ukryty w upadku, znajduje swe miejsce, tam zostaje przyjęty. Gdy jego włosy unosi pęd, a jego szaty rozrywa wiatr - on sam, podtrzymywany, ukojony, wkracza w miejsce swego upadku. Błogosławiony niech będzie uścisk upadających, źródło światła, władca ludzkiego przypadku.

9

   Bądź błogosławiony ty, który obdarzyłeś każdego człowieka tarczą samotności, aby cię nie mógł zapomnieć. Jesteś prawdą samotności, jedynie twoje imię nadaje jej kierunek. Umocnij moją samotność tak, abym został uzdrowiony w imię twoje, które stoi ponad wszelkimi pociechami wypowiadanymi na tej ziemi. Tylko w imię twoje mogę ustać w pogoni czasu, tylko gdy samotność pochodzi od ciebie mogę wznieść moje grzechy ku twojemu miłosierdziu. (...)

10

Na mych wargach osłodziłeś swoje słowo. Mój syn również usłyszał śpiew, który nie należy do niego. Od Abrahama, aż po Augustyna - narody nie znały ciebie, chociaż każdy krzyk, każde przekleństwo ma za źródło twoją świętość. Zawarłeś mnie w tej tajemnicy i pozwoliłeś mi śpiewać, cóż, że jedynie w tym niezwykłym zakątku. Powiązałeś mnie z mymi odciskami palców, tak jak wiążesz każdego z ludzi - z wyjątkiem tych, którzy tego nie potrzebują. Pokazałeś mi przestrzeń, gdzie mogę tańczyć ze złamanym kolanem. Poprowadziłeś mnie bezpiecznie w głąb nocy, dałeś mi koronę ciemności i światła, i łzy, abym mógł pozdrowić mego wroga. Któż może wypowiedzieć twą chwałę, któż może wyliczyć twe postaci, któż śmiałby opisać wewnętrzne życie boga? A dziś żywisz mój dom, prowadzisz ich do snu, pozwalasz, aby śnili, śnili swobodnie, otaczasz ich osłoną tego wszystkiego, co dane mi było zobaczyć. Spij, mój synku, śpij, moja mała córeczko, śpijcie - ta noc, to miłosierdzie nie ma granic.

11

Po modlitwie powrócił do kotki, która ułożyła się na jego kolanach. Nakarmił ją i pozwolił wyruszyć ku światłu księżyca, po czym skrył się w stronicach Abrahama. Niczym świeżo obrzezany, trzymał się na uboczu, czekając, że zostanie uzdrowiony. Ukazywały mu się twarze kobiet i wyjaśniały kim są, łącząc wygląd z charakterem, piękno z dobrocią. Liczne rodziny odwiedzały go i wskazywały mu wszystkie krzesła, w których mógłby zasiąść. Jak mam to łagodnie wyrazić? - odrzekł. - Choć cenię sobie wasze towarzystwo, nauki wasze nie zdadzą się tu na nic. Zawsze wybiorę sobie kobietę, która mnie pochłonie, zawsze zasiądę z rodziną samotności. Po wygłoszeniu wielu słów otuchy goście odeszli, a on pogrążył się jeszcze głębiej w swej kryjówce. Prosił aby jego serce zwróciło się w kierunku źródła miłosierdzia, uniósł rąbek i posunął się o milimetr do przodu ukryty w cieniu świątyni pokoju. Kotka wróciła spod światła księżyca, wylądowała miękko na jego kolanach i czekała aż powróci ze swej modlitwy.

15

   Oto jak zwołujemy siebie nawzajem, ale to nie w ten sposób wzywamy Imienia. Stoimy w łachmanach, żebrzemy o łzy, które rozmyją nieporuszone granice nienawiści. Co za piękne dziedzictwo, umieć w ten sposób rozmawiać z wiecznością, jakim dobrodziejstwem jest ta samotność otoczona, wypełniona i zawładnięta przez Imię, od którego wszystkie rzeczy powstają w blasku, jedne zależne od drugich. (...)

18

   Znają mnie w tej kafejce. Kiedy przychodzę tu z winnicy, stawiają przede mną szklankę. Na znak szacunku zdejmuję okulary słoneczne, ilekroć zwracam się do właścicielki. Tutaj mogę rozmyślać o Rzymianach, o ich tryumfie i o tym maleńkim cierniu w ich boku, który sobą przedstawiamy. Właściciele to też wygnańcy, ludzie rozsiani po świecie, tak jak rozsiani po świecie są ich klienci, którzy wszyscy wydają się nosić ciemne garnitury i połyskiwać złotymi zębami zza swoich cygarniczek. Nasze dzieci chodzą do rzymskich szkół. My pijemy kawę oraz jakąś mocną owocową brandy i mamy nadzieję, że powrócą do nas nasze wnuki. Nasza nadzieja spoczywa w odległym ziarnie. Co pewien czas karciarze w rogu wznoszą w toaście szklaneczki i ja wznoszę swoją, przyłączając się do ich niezrozumiałego stwierdzenia. Karty latają między ich palcami i miniowym blatem stolika, stare karty, tak dobrze znane, że właściwie nie muszą ich odkrywać, żeby zobaczyć kto wygrał kolejkę. Przyjmijcie serce wy urodzeni w niewoli niewzruszonych kategorii i zadrżyjcie wy, królowie pewności: wasze żelazo jest jak szkło i zostało już wypowiedziane słowo, które je roztrzaska. (...)

25

   Mój syn i ja żyliśmy w jaskini przez wiele lat, ukrywając się przed Rzymianami, chrześcijanami i żydowskimi odszczepieńcami. W nocy i w dzień studiowaliśmy litery jednego słowa. Kiedy któregoś nachodziło zmęczenie, ponaglał go drugi.
   Pewnego ranka syn mój rzekł: "Mam dosyć", a ja odpowiedziałem: "Zgoda". Poślubił piękną dziewczynę, córkę jednego z naszych dobroczyńców, wyrosłą z dziecka przynoszącego nam w nocy pożywienie na tę, której oczekiwał całymi dniami. Zostali pobłogosławieni dziećmi. Pewnego osobliwego popołudnia powróciła do mnie moja żona, cała odmieniona, cała jaśniejąca i otworzyliśmy w Jeruzalem stragan z książkami, na którym sprzedawaliśmy małe, dwujęzyczne wydania Księgi Psalmów. Moja córka pojawiła się pewnego dnia i rzekła: "Wydaje mi się, że mnie zaniedbałeś". "Wybacz mi" odparłem i jej twarz rozbłysła przebaczeniem. Poślubiła złotnika, wytwórcę przedmiotów obrzędowych, przyniosła na świat dzieci i pogłębiła radość swych rodziców. Co jakiś czas zbieramy się o północy przed ścianą, nasza rodzina małych rodzin. "Ostatecznie", mówimy: "Rzymianie nie jedzą mięsa wydartego z żyjącego zwierzęcia, chrześcijanie są gałęzią drzewa, a i odszczepieni Żydzi wciąż pozostają w objęciach "Słowa". Rozmawiamy w ten sposób, śpiewamy uświęcone przez czas pieśni i układamy nowe, tak jak nam przykazano:

       Jeruzalem krwi
         Jeruzalem amnezji 
       Jeruzalem bałwochwalstwa
       Jeruzalem Waszyngtonu
       Jeruzalem Moskwy
       Niechaj radują się narody
       Jeruzalem zostało zburzone (...)

40

   Niechaj nie udaję, że jesteś ze mną, kiedy cię ze mną nie ma. Pozwól mi się zamknąć w sobie, niech lalka upadnie pośród nitek, aż do czasu, gdy z twojej łaski powstanie jako człowiek. Niechaj ośmieli się wezwać cię z prochu, kiedy nie będzie już nie, tylko proch i chaos jej klęski. Daj mi na powrót dostąpić sądu, mnie, który nie pozwala, by go sądzono. Daj mi doznać miłosierdzia, mnie, który zapomniał czym jest miłosierdzie. daj mi wznieść twoje królestwo do piękna twojego imienia. Dlaczego mnie nie witasz ? - pyta serce zgorzkniałe. Dlaczego przynosisz pociechę ? - pyta serce, które nie dość zostało złamane. Niechaj lalka spoczywa pomiędzy nitkami, aż zabraknie nadziei na jej codzienną strategię, aż wyrzeknie: jestem twój, jestem twoim tworem. Powróci ład na powierzchnię tego świata, a wtedy powstanie, aby iść i zbuduje wolę. Bądź błogosławiony, ty którego błogosławieństwa docierają do tych, którzy znają twoje imię. Nikczemnych widać na wskroś, czcigodni stoją ponad wszelką pewnością, a w czasie paniki świat cały śle modły. Nie poddawaj nas próbie. Bądź błogosławiony ty, który tworzysz i niszczysz, który odprawiasz sąd nad niezliczonymi światami, który osądzasz teraźniejszość z miłosierdziem. (...)

45

   Nie wiedząc dokąd się udać, idę do ciebie. Nie wiedząc do kogo się zwrócić, zwracam się do ciebie. Nie wiedząc jak przemówić, przemawiam do ciebie. Nie wiedząc czego się trzymać, przywiązuję się do ciebie. Zgubiwszy drogę, przedzieram się do ciebie. Pokalawszy swoje serce, wznoszę je do ciebie. Zatraciwszy swoje dni, wznoszę stos do ciebie. Autostrada pokryta gruzem, wędruje do ciebie na włosie. Mur wysmarowany plugastwem, idę na promyku światła. Hamowany przez każdą myśl, lecę na błędnym ogniku pamięci. Pokonany przez ciszę, jestem oto w miejscu, gdzie cisza nabiera subtelności. I oto wyłom w klęsce. Oto zwarcie woli. Oto strach przed tobą. Oto uścisk miłosierdzia. Bądź błogosławiony w tej człowieczej chwili. Bądź błogosławiony ty, którego obecność oświeca wołającego o pomstę do nieba zło. Bądź błogosławiony ty, który wydobywasz z ciemności ogniwa łańcucha. Bądź błogosławiony ty, który oczekujesz na tym świecie. Bądź błogosławiony ty, którego imię jest na tym świecie. (...)

50

   Zagubiłem się, zapomniałem odwołać się do twojego imienia. Surowe serce bije przeciwko światu, a łzy obwieściły moje utracone zwycięstwo. Ale ty tu jesteś. Zawsze tu byłeś. Świat poddaje się zapomnieniu, a serce to szał wskazówek, ale twoje imię jednoczy serce i świat zostaje podniesiony na swoje miejsce. Błogosławiony niech będzie ten, który czeka w sercu podróżnika na swoją kolej.

 "Księga Miłosierdzia" - fragmenty  przełożył: Daniel Wyszogrodzki,  Radar nr 41 z 9 października 1986 r..
 "Księga Miłosierdzia" - fragmenty  przełożył: Jerzy Menel, przesłane pocztą e - mail. Dziękuję !

 

 

"Muzyka nieznajomego"
wybrane wiersze i piosenki
w przekładzie Macieja Karpińskiego i Macieja Zembatego
Da Capo, Warszawa 1999
"Stranger Music: Selected Poems And Songs" McClelland & Stewart, Toronto 1993

              

 

 

"Księga tęsknoty"
Rebis, Dom Wydawniczy Sp. z o.o., Poznań 2006
"Book of Longing": McClelland & Stewart Ltd., Toronto 2006; HarperCollins, New York 2006

               

 Przekład Daniel Wyszogrodzki

 

Księga tęsknoty (The Book of Longing)  - posłuchaj